Kontynuacja
No nareszcie… Ale długo nic nie pisałem. Pomyślałem sobie może żeby “znowu” zacząć pisać chociaż miałem tylko jeden artykuł więc można powiedzieć, że nic nie napisałem. Nie wiem czy ktoś to będzie czytał, mam to gdzieś pisze tak sobie bo chce i ch*j
Dzisiaj dokonałem rzeczy na którą czekałem całą zimę – poszedłem wreszcie biegać. Było może z 3 st. C no może trochę więcej ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Dresy dały rade. Gdy tylko wysiadłem z samochodu zacząłem biec, biec i biec… jak głupi. Całe 2 km. biegłem jak najszybciej mogłem nie zważając na oddech, konsekwencje w postaci późniejszych zakwasów, ani na to że będę musiał przecież jeszcze wrócić spowrotem. W połowie się zatrzymałem. Po zatrzymaniu poczułem skórcze mięśni uda. Wracałem też biegiem ale już decydowanie woolniejszym. Lecz chęć biegu nie wyczerpała się po 2 km. Wykończony już prawie postanowiłem finiszować na jakieś 300-400 metrów przed końcem. Na koniec ze zmęczenia padłem na maske samochodu i leżałem z 3 minuty. To było coś niesamowitego, takie swego rodzaju oczyszczenie z chęci biegania (przynajmniej na jakieś 4 dni
). Chęć ogólnie biegania była silniejsza od jakiegokolwiek rozsądnego biegu. Gdy wróciłem do domu mimo, że zajebiście zmęczony to także byłem zajebiście szczęśliwy. Nic nie przebije uczucia gdy zrobisz coś czego pragniesz i w czasie robienia tej rzeczy nie myślisz o niczym innym nawet nie myślisz racjonalnie na temat tego co robisz, po prostu to robisz. Można powiedzieć, że ja dzisiaj wogóle nie myślałem. Słuchawki z muzą w uszach i jazda, choć musze przyznać że mi spadały
ale podczas biegu nic mi nie mogło przeszkodzić. Czułem się wolny i spełniony. Wiem, że tak sie nie da cały czas. Teraz po tym szaleństwie pozostaje mi tylko trenować.
To by było na tyle w tym temacie. Mam nadzieje że chęć do pisania nie zniknie z dzisiejszym dniem. Wkrótce powinno sie tu coś pojawić.
Peace.